[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Dystryktu.
 Nie odchodz.  Rue zaciska palce na mojej dłoni.
 Nie zamierzam. Zostanę przy tobie.  Przysuwam się bliżej, kładę
jej głowę na moich kolanach. Delikatnie odgarniam za ucho jej
ciemne, gęste włosy.
 Zaśpiewaj  prosi ledwie słyszalnym szeptem.
Mam zaśpiewać? Ale co? Znam kilka piosenek. Może trudno w to
uwierzyć, ale w moim domu również kiedyś gościła muzyka. Sama
pomagałam ją tworzyć. Ojciec swoim niezwykłym głosem zachęcał
mnie do śpiewania, ale od jego śmierci rzadko mi się zdarzało
powracać do muzyki. Zpiewam tylko wtedy, gdy Prim jest poważnie
chora. Te same piosenki, które lubiła jako niemowlę.
Mam śpiewać. W zaciśniętym gardle czuję łzy, zachrypłam od dymu i
zmęczenia. Muszę jednak przynajmniej spróbować spełnić ostatnią
prośbę Prim... to znaczy Rue. Przychodzi mi do głowy prosta
270
kołysanka, którą usypia się roztrzęsione, głodne niemowlęta. To stary
utwór, chyba nawet bardzo stary. Powstał w zamierzchłych czasach,
na naszych wzgórzach. Moja nauczycielka muzyki mówiła, że to
góralska piosenka. Słowa są proste i kojące, dają nadzieję na lepsze
jutro i pomagają zapomnieć o okropnej rzeczywistości.
Odchrząkam, z trudem przełykam ślinę i zaczynam:
W oddali łąki, wejdzże do łóżka,
Czeka tam na ciÄ™ z tramy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmruż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham ciÄ™.
Rue trzepocze powiekami i zamyka oczy. Jej klatka piersiowa ledwie
się porusza. Azy, które dotąd tkwiły mi w gardle,
nagle znajdują ujście i spływają po policzkach. Muszę jednak
dokończyć piosenkę, którą śpiewam dla niej.
Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk,
Okryj się liśćmi, wez je do rąk.
271
W niepamięć odpuść kłopotów moc,
ZniknÄ… na zawsze, gdy minie noc.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Ostatnie wersy są ledwie słyszalne:
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham ciÄ™.
Wszystko nieruchomieje i cichnie. Mija kilka sekund i koso-
głosy, jak zaczarowane, podejmują moją piosenkę, Przez chwilę
klęczę i patrzę, jak moje łzy skapują na jej twarz. Armatni wystrzał
oznajmia śmierć Rue. Pochylam się, przyciskam wargi do jej skroni.
Powoli, jakbym nie chciała obudzić małej, kładę jej głowę na ziemi i
puszczam dłoń. Teraz powinnam się oddalić, żeby poduszkowiec
mógł zabrać zwłoki. Nie ma po co tu tkwić. Przewracam chłopaka z
Pierwszego Dystryktu na brzuch, zabieram mu plecak i wyciÄ…gam
strzałę, którą odebrałam mu życie. Odcinam też paski plecaka Rue.
Wiem, że chciałaby mi go przekazać. Nie ruszam jednak oszczepu w
jej brzuchu. Broń jest usuwana razem z ciałami, w których utkwiła.
Oszczep do niczego mi się nie przyda, więc im szybciej zniknie z
areny, tym lepiej.
272
Nie mogę oderwać wzroku od Rue, jeszcze drobniejszej niż
zwykle, niczym małe zwierzątko zwinięte w kłębek w gniezdzie z
sieci. Nie umiem tak jej tutaj zostawić. Już nikt jej nie skrzywdzi,
jednak Rue sprawia wrażenie całkowicie bezbronnej. Nawet nie mam
powodu nienawidzić chłopaka z Jedynki, po śmierci również wydaje
siÄ™ bezsilny. To Kapitolu nienawidzÄ™, to oni nam to robiÄ….
Słyszę w głowie głos Gale'a. Jego słowa wymierzone w Kapitol
nie wydają mi się już bezsensowne, nie mogę ich dłużej ignorować.
Zmierć Rue zmusiła mnie do stawienia czoła własnej wściekłości z
powodu okrucieństwa i niesprawiedliwości, których doświadczamy.
Na arenie czuję się jeszcze bardziej bezsilna niż w domu. Nie mam jak
zemścić się na Kapitolu. A może?
Przypominam sobie słowa Peety wypowiedziane na dachu.  Po
prostu usiłuję znalezć sposób na to, aby... pokazać Kapitolowi, że mu
nie uległem. Chcę dowieść, że jestem kimś więcej niż zaledwie
pionkiem w ich igrzyskach". Po raz pierwszy dociera do mnie, o co
mu chodziło.
Chcę coś zrobić, tu i teraz, aby ich zawstydzić, aby dowieść, że
to oni są winni. Muszę pokazać Kapitolowi, że cokolwiek zrobi, do
czegokolwiek nas przymusi, w głębi duszy pozostaniemy
niezwyciężeni. Rue nie była pionkiem w ich igrzyskach, ani ja nim nie
jestem.
Zaledwie kilka kroków od skraju lasu rosną dzikie kwiaty. Pewnie są
to chwasty, lecz występują w pięknych odcieniach fioletu, żółci i bieli.
Zbieram całe naręcze i wracam do Rue. Powoli, łodyżka po łodyżce,
273
zdobię jej ciało kwiatami. Zasłaniam paskudną ranę, układam kwiaty
wokół jej twarzy. Zdobię barwnymi płatkami włosy.
Będą musieli to pokazać. Nawet jeśli teraz skierowali kamery na coś
innego, będą musieli pokazać Rue podczas zabierania zwłok.
Wówczas wszyscy ją zobaczą i zorientują się, że to zrobiłam. Cofam
się o krok i po raz ostatni na nią patrzę. Gdy tak leży, wygląda, jakby
zasnęła na łące.
 %7łegnaj, Rue  szepczę. Przyciskam do ust trzy środkowe palce
lewej dłoni i wyciągam rękę. Odchodzę, nie odwracając się za siebie.
Ptaki umilkły. Jeden z kosogłosów gwiżdże ostrzegawczo,
zapowiadając przylot poduszkowca. Nie mam pojęcia, skąd o tym
wie, najwyrazniej słyszy dzwięki nieuchwytne dla człowieka.
Przystaję, zapatrzona przed siebie. Nie spoglądam wstecz. Wkrótce
ponownie rozbrzmiewa ptasi świergot i wiem, że Rue już nie ma. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Jeff Erno Dumb Jock 01 Dumb Jock
  • Hilari Bell Goblin Wood 01 The Goblin Wood v2
  • McMann Lisa Sen 01 Sen
  • Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
  • Janet Dailey Calder 01 This Calder Range
  • Gregory Benford Second Foundation 01 Foundation's Fear
  • Lyda Morehouse Archangel 01 Archangel Protocol
  • Anne Logston [Shadow 01] Shadow (pdf)
  • x_Elizabeth Hoyt The Raven Prince [Prince 01] (2006)
  • Heather Rainier [Divine Creek Ranch 02 Her Gentle Giant 01] No Regrets (pdf)
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • bless.xlx.pl