[ Pobierz całość w formacie PDF ]

całe sąsiedztwo gasiło pożar, próbując nie dopuścić, by się rozprzestrzenił, złu-
piono trzy inne domy. Także nasz.
Złodzieje zabrali cały zapas kupnej żywności: mąkę pszenną, cukier, wszyst-
ko, co było w paczkach i w puszkach. . . Wzięli też radio  nasze ostatnie. Cieka-
wostka: akurat tego wieczoru przed snem wysłuchaliśmy w wiadomościach pół-
godzinnej audycji o rosnącej liczbie podpaleń. Przestępcy coraz częściej wznieca-
ją pożary, aby zatrzeć ślady zbrodni  chociaż na dobrą sprawę nie bardzo wiem,
czym by się mieli przejmować. Dzisiejszej policji nie mają się co bać. Ogień jest
też niezłym sposobem, by zrobić to samo, co nasz podpalacz: wywabić na pomoc
sąsiadów ofiar pożaru i obrobić zostawione bez opieki domostwa. Wzniecając po-
żar, możesz pozbyć się każdego, kto nie cieszy się twoją sympatią  począwszy
od osobistych wrogów, a skończywszy na dowolnej osobie, która nie podoba ci
się z powodu obcego wyglądu, obcej mowy czy rasy. Ludzie podkładają ogień
z frustracji, gniewu, poczucia beznadziejności. Nie są w stanie polepszyć wła-
snego bytu, ale zawsze przecież mogą pogorszyć cudzy. I uważają, że to jedyny
sposób, by udowodnić sobie, że jest się jeszcze zdolnym do działania.
No i jest ten narkotyk, któremu nadano już z tuzin nazw: błysk, fuego, łuna,
słoneczny żar. . . Najbardziej rozpowszechniło się określenie  piro : skrót od  pi-
romania . Nazwa jest nieistotna, chodzi o narkotyk, o którym ostatnio wszyscy
mówią. Z tego, co relacjonował Keith, cieszy się on coraz większym wzięciem.
118
Jego działanie powoduje, że wpatrywanie się w skaczące, stale zmieniające się
mozaiki płomieni daje lepszy, intensywniejszy i dłuższy odlot od orgazmu. Po-
dobnie jak paracetco, ulubiony środek mojej prawdziwej matki, piro rozpieprza
ludzki układ nerwowy. Tyle że paracetco pojawił się jako oficjalnie uznane le-
karstwo dla ofiar choroby Alzheimera, a piro powstał przypadkiem. Jest to synte-
tyk, wynaleziony metodą chałupniczą przez domorosłego chemika, który próbo-
wał połączyć w jedno wszystkie droższe i poszukiwane prochy. Nasz odkrywca
popełnił drobny błąd i tak narodził się piro. Wszystko to wydarzyło się na wschod-
nim wybrzeżu i natychmiast zaowocowało falą większych i mniejszych pożarów,
spowodowanych bezsensownymi podpaleniami.
Następnie gładko i bezboleśnie, nie powodując jeszcze zauważalnych spusto-
szeń, piro dotarł na zachód. Dzisiaj ma coraz większe wzięcie. W suchej jak słoma
południowej Kalifornii ma szansę wywołać istną orgię podpaleń.
 Mój Boże  westchnęła Cory, gdy reportaż się skończył, po czym nikłym,
szeptem wyrecytowała fragment Objawienia świętego Jana   Upadł, upadł wiel-
ki Babilon, i stał się siedliskiem demonów. . . 
* * *
Czarci podpalili dom Paynów i Parrishów.
Było około drugiej nad ranem, gdy wyrwało mnie ze snu brzękliwe bicie na-
szego dzwonu: Niebezpieczeństwo! Jakie? Trzęsienie ziemi? Intruzi? Pożar?
Jednak nie czułam wstrząsów, nie słyszałam dziwnego hałasu, nie widziałam
też dymu. Na pewno nic złego nie działo się u nas w domu. Wstałam i narzuci-
łam na siebie ubranie; przez moment zastanawiałam się, czy nie chwycić mojego
ratunkowego plecaka, ale ostatecznie go nie ruszyłam. Nic nie wskazywało na to,
by naszemu domowi groziło jakieś bezpośrednie niebezpieczeństwo. Mój plecak
leżał w szafie, upchnięty między koce i starą odzież. Gdyby okazało się, że jednak
jest mi potrzebny, natychmiast mogłam wrócić i go wyciągnąć.
Wybiegłam na dwór zobaczyć, co się stało, no i zobaczyłam od razu. Dom
Parrishów i Paynów był już cały w ogniu. Jeden z naszych strażników ze zmia-
ny, który akurat pełnił wartę, nie przestawał bić na alarm. Ze wszystkich domów
wylegli sąsiedzi; wystarczał jeden rzut oka, by dla wszystkich stało się jasne, że
palący się budynek można już spisać na straty. Ludzie polewali za to zabudowa-
nia, sąsiadujące z nim po obu stronach. W płomieniach stał żywy dąb: jedno z na-
szych największych, wiekowych drzew. Lekki wiatr porywał kawałki gorejących
liści i gałązek, roznosząc je dookoła. Dołączyłam do dorosłych, którzy polewali
wodą zagrożony teren.
119
Gdzie są Paynowie? Co z Wardellem Parrishem? Czy ktoś zadzwonił po straż?
Dom pełen ludzi to w końcu nie to samo, co jakiś tam płonący garaż.
Zaczęłam wszystkich rozpytywać o to, wreszcie Kayla Talcott potwierdziła,
że wezwała straż. Poczułam wdzięczność i zarazem wstyd. Nie musiałabym pytać
o takie rzeczy, gdyby był z nami tato. Wtedy ktoś z naszej rodziny natychmiast
złapałby za telefon. Teraz nie było nas stać na telefonowanie.
Nie widziano nikogo z rodziny Paynów. Wardella Parrisha znalazłam na po-
dwórzu Yannisów, gdzie Cory i mój brat Bennett właśnie opatulali go kocem.
Miał na sobie tylko dół od piżamy i kaszlał tak przerazliwie, że nie mógł mówić.
 Nic mu nie jest?  dopytywałam się.
 Nawdychał się czadu  odpowiedziała Cory.  Czy ktoś wezwał. . .
 Kayla Talcott zawiadomiła straż.
 Dobrze. Ale nikt nie stoi przy bramie, żeby ich wpuścić.
 Ja pójdę  zaofiarowałam się i od razu odwróciłam się na pięcie, lecz
przytrzymała mnie za rękę.
 Co z resztą?  wyszeptała, mając oczywiście na myśli Paynów.
 Nie wiem.
Kiwnęła głową i puściła mnie.
Ruszyłam do bramy, po drodze pożyczając klucz od Alexa Montoyi, który
chyba nigdy nie wyjmował go z kieszeni. Właśnie dlatego nie musiałam zawracać
do domu, gdzie pewnie nakryłabym rabusiów i za karę została zamordowana.
Strażakom wyraznie się nie spieszyło. Wpuściwszy ich, zamknęłam z powro-
tem bramę i przyglądałam się, jak gaszą pożar.
Nikt nie widział Paynów. Mogliśmy tylko przypuszczać, że prawdopodobnie
w ogóle nie zdołali się wydostać. Cory próbowała zaprowadzić Wardella Parrisha
do nas, ale nie chciał się ruszyć, zanim nie wyjaśni się, jaki los spotkał jego siostrę
blizniaczkę oraz siostrzeńców i siostrzenice.
Ogień już dogorywał, kiedy znów rozdzwonił się dzwon. Wszyscy rozejrze-
liśmy się wokoło. Caroline Balter, matka Harry ego, rozbujała dzwon i napierała
na niego, krzyczÄ…c:
 Intruzi! ZÅ‚odzieje! RabujÄ… domy!
Bez chwili zastanowienia wszyscy popędziliśmy do domów. Nie przestając
charkotać i rzęzić, Wardell Parrish ruszył z moją rodziną, równie niegrozny 
równie bezbronny  jak my wszyscy. Pędząc tak lekkomyślnie, mogliśmy ła-
two stracić życie. Jednak tym razem mieliśmy szczęście. Przepłoszyliśmy tylko
bandziorów.
Oprócz radia i zapasów jedzenia włamywaczy skusiły jeszcze różne narzędzia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Butler, Octavia Patternists 3 Survivor
  • Butler E Octavia Przypowiesc O Siewcy
  • Gordon Dickson Childe 06 Lost Dorsai
  • Koontz Dean R. Braciszek Odd
  • Najpić™kniejsze opowieśÂ›ci 20 ZbśÂ‚ć…kane serca Sandemo Margit
  • Denison, Janelle Fantasy for Hire 01 Happy birthday, Pat!
  • J. A. Jance Joanna Brady 04 Dead to Rights
  • Dick Philip K Boza Inwazja
  • Destiny Blaine Menage Amour 67 Virgin Promises 04] Winning (pdf)
  • Smith Lisa Jane Obca potć™ga [tśÂ‚um. nieoficjalne]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jasekupa.opx.pl