[ Pobierz całość w formacie PDF ]

tymczasem sprawdził, jak czuje się jego wierzchowiec, Zwycięzca, a także dwa niedawno
ukradzione konie. Praca z końmi, szczególnie ujeżdżanie ich pod wierzch, dawała mu wiele
satysfakcji i dodatkowe zajęcie prócz napadania na karawany.
Przypomniał sobie niedowierzające spojrzenie starego, opasłego kupca z obrabowanej wczoraj
karawany, kiedy go spytał, czy w jukach znajdują się jakieś książki.
Zabrał bowiem tylko te rzeczy, które chciał mieć dla Christiny, a swoim ludziom nakazał, żeby kradli
wy
łącznie żywność i niezbędne sprzęty.
Philip napadał na karawany nie po to, aby rabować kosztowności. Nie potrzebował ich, bo po matce
odziedziczył nie tylko tytuł szlachecki, lecz także znaczny majątek w Anglii. Natomiast jego przyrodni
brat, Rashid, bez skrupułów obdzierał podróżnych ze wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość, nie
przejmując się zbytnio, jeśli ktoś stracił przy tym życie. W ogóle Rashid był człowiekiem okrutnym i
zawziętym, więc Philip nawet się cieszył, że po powrocie nie zastał go w obozowisku.
Jeszcze raz pogłaskał Zwycięzcę po aksamitnych chrapach i wrócił do namiotu. Christina siedziała na
kanapie, jedząc śniadanie. Zdążyła już zdjąć jego chałat i miała na sobie tę samą spódnicę i bluzkę,
które dał jej wczoraj. Na powitanie obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem, które zmroziłoby
każdego mężczyznę.
- Miałem nadzieję, że po ostatniej nocy poprawił ci się humor, ale widzę, że tak nie jest - rzucił
obojętnie.
- A ja miałam nadzieję, że kołacze się w tobie przynajmniej tyle uczciwości, żeby nie wspominać o
tej nocy.
Ty jednak bezczelnie mi ją wypomniałeś, jak przystało na łajdaka, jakim jesteś! Obiecuję, że to się
więcej nie powtórzy.
75
- Nie składaj obietnic, których nie będziesz mogła dotrzymać, Tino - poradził ze złośliwym
uśmiechem, najspokojniej w świecie siadając przy niej.
Christina zamachnęła się, zamierzając uderzyć w tę obleśną gębę, ale Philip błyskawicznie zdążył
przytrzymać ją za nadgarstek.
- Radziłbym ci teraz nie marnować energii na kłótnie. Lepiej skończ szybko śniadanie, to zabiorę cię
do kÄ…pieli.
- Nie, dziękuję, wykąpałam się już w nocy - odmówiła wyniośle. Zaraz jednak się wzdrygnęła, gdyż
oczy Philipa groznie się zwęziły. Chwycił ją brutalnie za ramiona i odwrócił twarzą do siebie.
- Ach, to dlatego miałaś dziś na sobie mój chałat! Czy ty myślisz, głupia, że jesteśmy jedynym
plemieniem w tych górach? Takich jak my żyje tu przynajmniej tuzin, a zródła wody i tę sadzawkę
użytkujemy wspólnie z Yamaidem Alhabbalem. Jego poddani nie znają angielskiego, jak moi. Wiesz,
gdzie byłabyś teraz, gdyby któryś z nich cię zauważył przy sadzawce? Na targu niewolników; tam
ludzie Yamaida Alhabbala zarobiliby na tobie ładną sumkę, oczywiście nasyciwszy się uprzednio
twoimi wdziękami!
Odepchnął Christinę od siebie i stał przed nią, mierząc ją surowym i chłodnym spojrzeniem.
- Pamiętaj, nigdy, ale to nigdy nie oddalaj się sama poza obręb obozu. Rozumiesz?
- Tak - wyszeptała posłusznie. Philip zauważył jej przestrach i dokończył już łagodniejszym tonem:
- Wybacz mi, Tino, ale zrozum, że gdybyś została sprzedana jako niewolnica, nie zdołałbym cię
odnalezć.
Jakiś tłusty, obleśny dziadyga, który zapłaciłby za ciebie najwyższą cenę, na pewno trzymałby cię w
zamknięciu z dala od świata w obawie, by zdobyczy nie stracić. Podobnie jak ty nie chciałbym, aby
tak się stało.
76
- Dobrze, zapamiętam twoje przestrogi i w przyszło
ści będę bardziej uważać - odpowiedziała spokojnie, wygładzając nieistniejące fałdy na spódnicy. -
Wybacz, ale mam teraz dużo szycia.
Na potwierdzenie swoich słów chwyciła pod pachę belę materiału i znikła w sypialni. Philip
pokręcił głową.
Nie do wiary, jak szybko potrafiła zapanować nad sobą i od przerażenia przejść do chłodnej
pogardy!
Skończył posiłek i bez pośpiechu skierował się do sypialni. Odsunął ciężkie zasłony i wsadził głowę
do środka.
- Tylko nie szyj sobie nocnych koszul, kochanie - zaznaczył jakby mimochodem. - Szkoda twojej
pracy, bo tu nie będą ci potrzebne.
Uchylił się w porę, by uniknąć ciosu poduszką.
Uśmiechając się pod nosem, wyszedł z namiotu. Zamierzał zacząć dziś ujeżdżanie dzikich koni i miał
nadzieję, że skłoni je do uległości łatwiej niż Christinę.
Po kolacji Philip wygodnie wyciągnął się na kanapie i obserwował Christinę. Siedząc naprzeciw
niego, zszywała kawałek jasnozielonego materiału. Ostentacyjnie ignorowała Philipa. Złościło go jej
zachowanie, ale nie okazywał tego po sobie, by nie odczuwała satysfakcji.
Przymknął oczy i pogrążył się w rozmyślaniach.
Część dzisiejszego popołudnia spędził z ojcem, opowiadając mu o Paulu i jego nowo poślubionej
żonie. Yasir wiele już lat nie widział drugiego syna, którego też darzył miłością. Philip miał
nadzieję, że młodszy brat zdą
ży przynajmniej jeszcze raz odwiedzić ojca. Obawiał się, że staruszek długo nie pożyje, bo w tym
kraju ludzie umierali przedwcześnie.
Philip przypomniał sobie, jak się ucieszył, gdy Yasir zdecydował przenieść się wraz ze swym
plemieniem w góry. Koczowniczy tryb życia na pustyni, wieczne wędrówki od jednej oazy do drugiej
wcale mu nie od-77
powiadały i gdyby nie ta przeprowadzka - pewnie tyle czasu nie pozostałby z ojcem. W górach
plemię przebywało już od ośmiu lat. Panował tu bowiem chłodniejszy klimat, a wody wystarczyło
nawet na codzienne kąpiele. Obozowisko miało też dogodne położenie na wypadek, gdyby zaszła
konieczność obrony przed atakiem.
Philip nie był pewien, czy po śmierci ojca zechce pozostać w Egipcie. Dopiero teraz, gdy miał
Christinę, doszedł do wniosku, że się nigdzie nie przeniesie. Nie ryzykowałby przecież wyjazdu z
Christiną do Anglii, gdzie łatwo mogłaby od niego uciec.
Leniwie się przeciągnął i zauważył, że Christiną drzemie. Wstał więc, cicho obszedł stół i znalazł się
za niÄ….
Napawał się widokiem jej rozpuszczonych złocistych włosów, które spływały na podłogę. Spała
zwinięta w kłębek jak mała dziewczynka i w niczym nie przypominała zmysłowej kobiety, jaką była
ubiegłej nocy.
Schylił się, chcąc wziąć ją w ramiona, ale zdążyła uskoczyć i uciec w drugi koniec namiotu. Stamtąd
patrzyła, czy Philip nie podąży za nią.
- Ach, więc tylko udawałaś, że śpisz? - uśmiechnął
się do niej filuternie. - Czy nie za pózno już na takie gry, moja droga?
- Zapewniam cię, że nie bawię się w żadne gry - odpowiedziała beznamiętnie, zgarniając do tyłu
rozsypane włosy.
- Chciałem zanieść cię do łóżka, ale skoro nie śpisz, możemy zająć się czymś przyjemniejszym -
zażartował, powoli się do niej zbliżając.
- Nie! - warknęła, cofając się gwałtownie. - I nie zamierzam spać w jednym łóżku z tobą; położę się
na podłodze!
Zaśmiał się cicho, bo Christiną cofnęła się już pod ścianę namiotu i nie miała dokąd uciekać. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • 329. Rimmer Christine Narzeczona nocnego jezdzca
  • D424. Banks Leanne Niegrzeczna Narzeczona
  • Nicola Cornick Odzyskana narzeczona
  • Goethe, Johann Wolfgang von Die Le
  • Blake Jennifer Z dala od zgieśÂ‚ku
  • Christian Allan B. śąycie bez pieczywa
  • Arthur C Clarke & Stephen Baxter [Time Odyssey 02] Sunstorm (v4.0) (pdf)
  • Christie Agatha N czy M
  • Diana Palmer Long tall Texans 02 BiaśÂ‚a suknia
  • Jeff Strand Andrew Mayhem 1 Graverobbers Wanted, No Experience Necessary
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jasekupa.opx.pl