[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wizytach Rackforda trzech innych Szakali znaleziono martwych albo w ich pokojach, albo
w pobliskich ciemnych uliczkach. Wszyscy z nich brali udział w gwałcie na córce
Murphy'ego. Wielu innych zdezerterowało, bo każdy w St. Giles już wiedział, że Szakali
tropi i kolejno wykańcza duch Billy'ego Blade'a. Po dzielnicy krążyły najdziksze plotki,
wyolbrzymione przez niepiśmiennych londyńskich prostaków i przesądnych
Irlandczyków.
Ludzie prześcigali się wzajemnie w wymyślaniu historii. Połowa mieszkańców
okolicznych ruder twierdziła, że widziała jego ducha w rozmaitych miejscach, lecz o tej
samej porze. Powiadali, że Blade powraca zza grobu, aby dotrzymać danego słowa, że
pomści niewinną dziewczynę.
Krążyły wieści, że choć widmo potrafi poderżnąć komuś gardło, to bać się go powinni
tylko niegodziwcy. Pojawiało się jakoby na kilka sekund, zostawiając za sobą, jako jedyny
ślad, rozsypane płatki czerwonego gozdzika.
Jeśli nawet O'Dell nie wierzył w duchy, wierzyli w nie jego ludzie, a to pomagało pokonać
Szakali.
Skulony za opuszczoną wozownią, rozejrzał się wokoło, czy nikt go nie widział, i
wślizgnął się do środka. W tejże chwili ktoś zdzielił go w tył głowy.
Krzyknął donośnie, na wpół oślepiony bólem, a wtedy trzech mężczyzn rzuciło się na
niego, chcąc go powalić na ziemię. Walczył o to, żeby nie upaść, z głową pełną
oślepiającego bólu. Nie mógł niczego dojrzeć w ciemnościach, poczuł tylko, że ktoś
uderzył go pięścią w brzuch, tak że zgiął się wpół. Szamotał się z nimi na oślep, nie
chcąc, żeby znalezli jego broń.
Ktoś podstawił mu nogę i w następnej chwili Rackford legł z twarzą w starych trocinach.
Czuł, że jeden z napastników postawił mu stopę na czaszce. Bluznął stekiem
przekleństw, ale zyskał tylko tyle, że but przycisnął jeszcze mocniej jego głowę. Otarł się
policzkiem o brudną ziemię. Wykręcono mu ręce do tyłu.
- Niech to diabli, on nie umarł!
Trzymaj go.
O'Dell miał rację, Blade żyje!
Już niedługo.
Ktoś koło niego splunął, a potem czyjeś ręce chwyciły go z obu stron pod ramiona i
134
postawiły na nogi. Krwawiąc z kącika ust, Rackford uniósł głowę i znalazł się oko w oko z
Tyburnem Timem, prawą ręką O'Della.
- Cześć, Blade. Wyglądasz inaczej niż przedtem. A widzę, ściąłeś te swoje piękne włosy!
O'Dell podetnie ci gardło.
Nie odezwał się ani słowem, spojrzał mu tylko zimno w oczy.
Twarz Tima wykrzywiła się w okrutnym uśmiechu.
- Zarozumialec z ciebie. Jak zawsze. Wiedzieliśmy, że kiedyś cię dopadniemy. - Tim
rąbnął go z całej siły w brzuch. - To za Jonesa, bękarcie!
Cios odebrał mu oddech. Ci, którzy trzymali go pod ręce, dzwignęli go znowu na znak
Tima.
- Zabierzcie go stÄ…d.
Został na wpół przywleczony, na wpół przeniesiony do swojej dawnej siedziby i wrzucony
do spiżarni na parterze. Drzwi zamknięto na klucz. Dwóch Szakali zostało, żeby go
pilnować. Tyburn Tim pobiegł szukać O'Della.
Z głową pękającą od bólu zaczął powoli pełznąć po ziemi. Zdołał jakoś wstać, a potem
ciężko usiadł. Wszystko wokół niego wirowało. Boże, czym oni go walnęli? Czuł, jak
ciepły strumyczek krwi spływa mu po karku z rany na głowie. Przewidzieli jego
posunięcia. Był nieostrożny, a może tylko arogancki? Nie przypuszczał, że O'Dell okaże
się na tyle bystry, żeby odkryć, którędy się tu przedostawał. Lecz jedno było dla niego
oczywiste, nawet w tym oszołomieniu. Jeśli się stąd nie wydostanie, to koniec z nim.
Sięgnął po nóż, ale z przygnębieniem stwierdził, że udało im się pozbawić go broni.
Jeden ze strażników, stojący całkiem niedaleko, trzymał jego ulubiony nóż i drwił z niego.
- Ech, teraz znowu jesteÅ› starym Billym. Co, Blade?
Powiódł wzrokiem po spiżarni, próbując się zorientować, gdzie go wsadzono. Wiedział,
że znajdowała się koło magazynu, niedaleko miejsca załadunku, gdzie przyprowadził
Jacindę tej nocy, kiedy ją znalazł w uliczce. A gdyby tak...
Jego wzrok powędrował ku podłodze na środku pomieszczenia. Pamiętał, że również i
ono miało ukryte przejście. W podłodze była klapa. Przypomniał sobie o niej, bo kiedyś
Eddie wyskoczył stamtąd wesoło akurat wtedy, kiedy on zabawiał się w najlepsze z hożą
i chętną dziewczyną.
Gdyby jakoś poradził sobie ze strażnikami, mógłby w okamgnieniu uciec przez zimne i
wilgotne przejście pod fundamentami. Myśl o ucieczce przed Cullenem O'Dellem
przejmowała go co prawda wstrętem, ale był bezbronny i ranny. Jeśli nie mógł walczyć,
musiał uciekać.
W tejże chwili drzwi się otworzyły. Rackford uniósł głowę, lecz zamiast Tyburna Tima i
O'Della wszedł przez nie ostrożnie młody Oliver Strayhorn. Był to nowy członek bandy
Szakali, wysoki, szczupły chłopak o poważnym wyglądzie, czarnych włosach i
orzechowych oczach. Dwójka strażników poniechała szyderstw.
Rackford słyszał, że Strayhorn zyskał sobie uznanie dzięki inteligencji i wrodzonym
zdolnościom przywódczym. Młodzieniec podszedł do niego miarowym krokiem.
To ty jesteś ten wielki Blade? Wreszcie się spotykamy. Rackford nie odpowiedział.
Dużo o tobie słyszałem.
Pewnie nic dobrego.
135
Strayhorn otaksował go spojrzeniem.
- Wręcz przeciwnie. Przewodziłeś największej bandzie na północ od Tamizy. Stworzyłeś
ją zresztą sam jeden. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Gold Kristi Randka z lekarzem 02 Doktor zwany Pożądaniem
  • Agata Christie Pani McGinty nie Ĺźyje
  • Major_Ann_ _Rycerz_na_bialym_koniu
  • Harper, Tara K Cataract
  • 0415249813.Routledge.Real.Metaphysics.Jan.2003
  • Wilkinson Lee Zamek pod Londynem
  • DePalo Anna Pakt z diabćąĂ˘Â€Âšem
  • Janusz GśÂ‚owacki My sweet Raskolnikow. Obciach
  • He
  • Heinlein, Robert A Viernes
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • audipoznan.keep.pl