[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wpadnie w przerażenie - mruknął Mike, lecz szybko zamilkł, gdy
Samantha trąciła go nogą pod stołem.
- Więc jak to wszystko zorganizujemy? - zapytała. - A tak przy
okazji, jaki rozmiar ubrań nosi twoja mama?
- Dwunastkę - palnęła Chelsea. - Jego mama jest niska i gru... -
Nie musiała patrzeć na Eliego, by wiedzieć, że w tej chwili pioru-
nuje ją wzrokiem. Jak na razie prawie się nie odzywał, wciąż obra-
żony na Mike'a. - To znaczy, jest tu i ówdzie zaokrąglona - popra-
wiła się szybko.
- Rozumiem, co masz na myśli - odpowiedziała Samantha, wyj-
mując z torebki niewielki notes.
- A co ma do rzeczy rozmiar jej ubrań? - spytał Mike.
Chelsea i Samantha spojrzały na niego, jakby był niedorozwinięty.
- Przecież nie może pojawić się w tej chacie w dżinsach i bar-
chanowej bluzie, prawda? Chelsea, chodź ze mną, wybierzemy ja-
kieś kaszmiry.
- Kaszmiry?! - wykrzyknęli unisono Mike i Eli, dwaj mężczyźni
nierozumiejący kobiecego świata.
Samantha zupełnie zignorowała zdziwienie męża.
156
- Mike, niezwłocznie napiszesz list do pani Harcourt, w któ-
rym...
- Stowe - wtrącił Eli. - Nowa żona mojego ojca zażądała, żeby
mama wróciła do panieńskiego nazwiska i ona oczywiście to zro-
biła.
W tym momencie Samantha posłała mężowi twarde spojrzenie i
Mike już wiedział, że nie może być mowy o żadnym zdrowym roz-
sądku. Od tej pory Eli i Chelsea dostaną wszystko, czego zapragną.
6
Randy z ulgą zsiadła z konia i podeszła do drzwi chaty. W ciągu
ostatnich dwu dni wydarzenia potoczyły się tak szybko i niespo-
dziewanie, że nawet nie miała czasu nad czymkolwiek się zastano-
wić. Wczoraj po południu do szpitala przyszedł pewien mężczyzna z
prośbą, by przyjęła prywatne zlecenie - opiekę nad jego klientem, u
niego w domu, przez najbliższe dwa tygodnie. W pierwszej chwili
matka Eliego odmówiła, tłumacząc, że nie może opuścić szpitala,
lecz zaraz się okazało, że jej nieobecność została już załatwiona z
jednym z dyrektorów - człowiekiem tak ważnym, że Randy w życiu
nie widziała go na oczy.
Potem powiedziała, że nie może jechać, bo musi zajmować się
synem. Niezwykłym zbiegiem okoliczności niemal w tym samym
momencie zadzwonił Eli i poprosił, a właściwie zaczął błagać, żeby
pozwoliła mu się wybrać z rodziną Chelsea na ciekawą i pouczającą
wycieczkę jachtem. W pierwszym odruchu pomyślała, że nie po-
winna się na to zgodzić ze względu na szkołę, ale w gruncie rzeczy
wiedziała, że syn w mgnieniu oka nadrobi wszelkie ewentualne za-
ległości, a skoro tak bardzo mu na tym rejsie zależało, nie potrafiła
odmówić.
Kiedy odłożyła słuchawkę, mężczyzna oferujący jej pracę wciąż
stał obok, czekając na odpowiedź.
- Ale tylko na dwa tygodnie - zastrzegła się Randy. - Nie mogę
dłużej przebywać poza domem.
Dopiero gdy wyraziła zgodę, dowiedziała się, że jej pacjent prze-
bywa na odludziu, w Górach Skalistych, i że można się tam dostać
jedynie helikopterem lub konno. Ponieważ myśl o spuszczaniu się na
linie z helikoptera zupełnie nie przypadła jej do gustu, Randy
wybrała konia.
157
Wcześnie rano następnego dnia wyściskała więc i wycałowała
Eliego, jakby miała go nie ujrzeć co najmniej rok i wsiadła do sa-
mochodu, który zawiózł ją sześćdziesiąt kilometrów w stronę gór.
Tam czekał już starszy mężczyzna imieniem Sandy by zabrać ją do
chaty. Obok niego stały dwa osiodłane konie i trzy muły objuczone
wielkimi pakami.
Jechali przez cały dzień i Randy nie miała wątpliwości, że przez
następne kilka dni będzie czuła w kościach tę podróż. Zachwycało ją
jednak balsamiczne, górskie powietrze. Jesień powoli zbliżała się ku
końcowi i w powiewach wiatru niemal wyczuwało się śnieg, mający
wkrótce pokryć zbocza.
Kiedy wreszcie dojechali na miejsce - do pięknej chaty z drew-
nianych bali i kamienia - Randy pomyślała, że znaleźli się w naj-
bardziej odległym od cywilizacji zakątku kraju. Do chaty nie do-
chodziły żadne przewody, żadne drogi - tak jakby była zupełnie
pozbawiona kontaktu z zewnętrznym światem.
- To straszne odludzie, prawda?
Sandy, zdejmujący pakunki z jednego z mułów, spojrzał na nią
uważnie.
- Frank już się postarał, by panowały tu komfortowe warunki. W
piwnicy znajduje się minielektrownia, jest też lokalna kanalizacja.
- Jaki to człowiek? - spytała Randy.
Ponieważ do chaty wiodła bardzo wąska ścieżka, nie mieli okazji
porozmawiać podczas drogi. O swoim pacjencie wiedziała jedynie,
że złamał prawą rękę, był w gipsie i przez to miał problemy z
wykonywaniem codziennych czynności.
- Frank w niczym nie przypomina innych ludzi – oświadczył
Sandy po chwili zastanowienia. - Jest panem samego siebie. I ma
różne przyzwyczajenia.
- Przywykłam do zdziwaczałych starszych ludzi - powiedziała
Randy z uśmiechem. - Czy on mieszka tu przez cały rok?
Sandy zaśmiał się cicho.
- W zimie mamy tu ponad trzy metry śniegu. A Frank mieszka
tam, gdzie akurat ma ochotę zamieszkać. Przyjechał tu teraz, by...
by, jak sądzę, lizać rany. Frank nie mówi wiele. Może wejdzie pani
do środka i się rozgości, a je tymczasem rozpakuję bagaże.
Randy z wdzięcznością przyjęła propozycję. Ledwo rzuciwszy
okiem na chatę, weszła do środka, usiadła na krześle i natychmiast
zapadła w sen. Kiedy nagle się obudziła, mniej więcej godzinę póź-
niej, po Sandym nie było już śladu. Jedynie wielka sterta pudeł i
worków świadczyła o jego obecności.
158
W pierwszej chwili Randy poczuła się nieswojo, uświadomiwszy
sobie, że została sama w tym dziwnym miejscu, w końcu jednak
wzruszyła ramionami i zaczęła rozglądać się dookoła.
Wnętrze chaty wyglądało tak, jakby zaprojektował je komputer [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Bauer Pamela, Kaye Judy Wigilia we dwoje
  • 0731. McKenna Lindsay Spragnieni uczuć
  • Campbell_Judy_ _Ĺťycz_mi_szczęścia
  • Deveraux Jude cykl Montgomery 06 Wróşka
  • Brown Sandra Podarunki losu (W ostatniej chwili)
  • GR0948.Banks_Leanne_Nieoczekiwana_zmiana
  • Bednarska Agnieszka Emigracja uczuć Emigracja uczuć tom 1
  • Feasey Steve WilkośÂ‚ak 01 Dlaczego ja
  • Elmore Leonard Maximum Bob
  • Jo Clayton SQ 01 Shadowplay
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • bless.xlx.pl