[ Pobierz całość w formacie PDF ]

odwagi publicznie wystąpić przed wami, zgromadzonymi razem, by otwarcie zabrać głos w
sprawach państwa. Jaka tego przyczyna, często słyszeliście ode mnie przy różnych okazjach.
Oto czasem spotyka mnie coś z woli bóstwa lub ducha opiekuńczego; zaczęło się to dziać,
gdym był jeszcze chłopcem; chodzi o pewien głos; odzywa się on zawsze tylko po to, by mnie
powstrzymać od jakiegoś czynu, nigdy wszakże nie wskazuje, co powinienem czynić. Ten
właśnie głos zabrania mi zajmować się polityką. I sądzę, że jak najsłuszniej zabrania. Dobrze
bowiem wiecie, że gdybym wcześniej zwrócił się ku polityce, już dawno bym zginął; i nie
pomógłbym w niczym ani wam, ani też sobie samemu. Nie miejcie mi za złe, że mówię
prawdę. Każdy bowiem człowiek, który uczciwie sprzeciwia się czy to wam, czy też innej
społeczności i nie pozwala, by działy się w państwie rzeczy tak złe i bezprawne, musi zginąć.
Niestety, tak to już jest: kto pragnie rzeczywiście walczyć o słuszną sprawę, a zarazem
utrzymać się przynajmniej przez czas jakiś, winien stronić od polityki.
Jest bardzo możliwe, iż Sokrates rzekł coś podobnego w swej mowie przed sądem ateń-
skim. Z drugiej wszakże strony wydaje mi się, że ze słów tych przebija także osobiste do-
świadczenie Platona: gorycz, niechęć do polityków typu Anytosa  a przecież właśnie tacy
zawsze są górą!  oraz rosnące przekonanie, że w rozgrywkach na forum publicznym nigdy
niczego nie osiągnie. Chętnie wierzę, iż duch opiekuńczy odciągał Sokratesa od czynnego
udziału w życiu politycznym. Ale z całą pewnością nie inny był także głos ducha opiekuńcze-
go Platona czy też po prostu jego zdrowego rozsądku. Wszystko to wynika wyraznie z bardzo
ostrych i osobistych sformułowań w liście siódmym, o którym mówiłem już kilkakrotnie.
Platon pisał go już w podeszłej starości. Wracał myślą do owych ponurych miesięcy, gdy
ateńscy demokraci oskarżyli i skazali na śmierć Sokratesa. Raz jeszcze przeżywał ból, który
odczuwał wówczas nie tylko z powodu śmierci mistrza, lecz także dlatego, że po raz wtóry
musiał zrezygnować ze swych ambicji politycznych.
,,Złożyło się tak, że pewni wpływowi ludzie pozwali przed sąd naszego przyjaciela, So-
kratesa. Wysunięto przeciw niemu zarzut najniegodziwszy, a zarazem, właśnie gdy chodziło o
jego osobę, z gruntu nieprawdopodobny. Tak więc jedni oskarżyli go o bezbożność, drudzy
zaś, sędziowie, wydali nań wyrok śmierci. Zabili człowieka, który nie chciał wziąć udziału w
zbrodniczym uprowadzeniu jednego z nich, gdy oni sami, demokraci, znajdowali się w cięż-
kim położeniu jako wygnańcy.
59
SZYBSZE OD ZMIERCI
Nikt z postronnych nie miał jasnego wyobrażenia o treści nauk Sokratesa. Iluż spośród sę-
dziów  byli to przeważnie prości chłopi lub rzemieślnicy  zdolnych było pojąć, że nie jest
on twórcą żadnego systemu? %7łe nade wszystko chodzi mu o drogę, o sposób dochodzenia do
prawdy? Oskarżyciele znali nastroje pospólstwa. Doskonale wiedzieli, jak podejrzliwie odno-
si się ono do wszelkich nowinek i do ludzi wykształconych. Toteż nie zadali sobie zbyt wiele
trudu. Zarzucili Sokratesowi po prostu to, o co z reguły obwiniano wówczas wszystkich filo-
zofów: bezbożność oraz wywoływanie zamętu myślowego wśród młodzieży, a więc jej de-
prawowanie.
Muszę przypomnieć, że Ateńczycy byli społeczeństwem nie tylko religijnym, ale wręcz
zabobonnym. Sprawa, którą wytoczono Sokratesowi, nie była pierwszą tego typu. Już w la-
tach poprzednich odbyły się w Atenach procesy przeciw kilku myślicielom. W okresie tuż
przed wojną peloponeską chciano pociągnąć do odpowiedzialności sądowej jako bezbożnika
starca Anaksagorasa; był on nauczycielem Peryklesa, lecz mimo tak wysokiej protekcji mu-
siał opuścić miasto. W kilka lat pózniej oskarżono i skazano, także pod zarzutem bezbożnic-
twa, Protagorasa z Abdery; był to jeden z najpoważniejszych sofistów i cieszył się wielkim
szacunkiem w całej Helladzie. Książki Protagorasa publicznie spalono. On sam ratował się
ucieczką na Sycylię, ale jego okręt podobno zatonął na pełnym morzu. W kilka lat pózniej
płonęły w Atenach książki Diagorasa z Melos, także rzekomego bezbożnika. Ich autor ukry-
wał się na Peloponezie, trwożnie, bo ateńscy heroldzi wszędzie głosili, że kto go wyda,
otrzyma wielkÄ… nagrodÄ™.
Sokrates, w przeciwieństwie do tamtych nieszczęśników, nie uciekł  choć jego oskarży-
ciele zapewne oczekiwali, że właśnie tak postąpi. Pozostał w Atenach, zjawił się przed sądem,
wygłosił mowę obrończą, czyli apologię, śmiałą i wręcz zaczepną. Skazano go na karę śmier-
ci i odprowadzono do więzienia. Mógł uciec jeszcze stamtąd. Przyjaciele zebrali dość pienię-
dzy, by przekupić strażników; w Atenach wszystko było na sprzedaż. Pomiędzy procesem a
wykonaniem wyroku musiało upłynąć sporo czasu, jako że nie wolno było nikogo karać
śmiercią przed powrotem świętego okrętu wysłanego na wyspę Delos, do przybytku Apollo-
na. Czasu więc było sporo. Starzec jednak uporczywie odrzucał wszelkie możliwości ratunku.
A przecież zdawał sobie sprawę, że wystarczyłby tylko gest, aby ocalić życie. Przed sądem, w
ostatnich swych słowach, powiedział:
 W każdej niebezpiecznej sytuacji istnieje wiele sposobów uniknięcia śmierci, jeśli tylko człowiek
zagrożony nie wzdraga się przed żadnym czynem i słowem. Doprawdy, nie tak trudno uciec przed
śmiercią. Znacznie natomiast trudniej ustrzec się od zła; bo szybciej ono biegnie od śmierci.
Wiosną drugiego roku olimpiady 95 Sokrates wypił dzban cykuty.
ZAWRÓT GAOWY
Nie będę się tutaj rozwodził nad ostatnimi chwilami Sokratesa. Nie będę też powtarzał rozmów,
które prowadził on ze swymi przyjaciółmi i uczniami w celi ateńskiego więzienia. Wszystko to bo-
wiem uwiecznił Platon w dwóch dialogach, w Fedonie i w Kritonie  choć sam, ponoć z powodu
choroby, nie był obecny przy śmierci mistrza. Nie będę też starał się przedstawić, jaka była pierwsza
i bezpośrednia reakcja Platona na wiadomość, że starzec, tak ukochany, już odszedł. Zapewne pła-
kał  jak płakali ci wszyscy, ludzie różnego wieku, którzy stali u łoża skazanego. Patrzyli, wstrzą-
śnięci i bezsilni, jak dozorca dotyka drętwiejących nóg i rzeczowo objaśnia:
 Gdy trucizna dojdzie do serca, umrze.
60
Przejdę wprost do właściwego tematu mej pracy. Przypomnę słowami samego Platona 
wziętymi oczywiście z listu siódmego  jaki był jego nastrój i poglądy w okresie bezpośred-
nio po śmierci Sokratesa, która świadczyła przecież o głębokim schorzeniu ustroju, a może i
całego społeczeństwa:
 Patrzyłem na to wszystko i na ówczesnych polityków. A im bardziej rozpatrywałem obo-
wiązujące prawa i obyczaje  wciąż posuwając się w latach  tym trudniejszy wydawał mi się
czynny udział w sprawach państwa. Z jednej strony było to niemożliwe bez pomocy przyja-
ciół i wiernych towarzyszy; ale tych, których znałem dawniej, już nie dało się odnalezć, a
nowych nie sposób byłoby pozyskać. Z drugiej zaś strony zarówno ustawy, jak też obyczaje
psuły się. I to w tempie tak zastraszającym, że ja, dotychczas rwący się do działalności spo-
łecznej, zacząłem cierpieć wręcz zawroty głowy  bom patrzył i widział, jak wszystko pędzi
ku zagładzie.
Co prawda nie przestałem też rozglądać się, czy skądś nie przyjdzie ratunek. Wciąż ocze-
kiwałem odpowiedniego momentu, żeby wziąć się do czynu. W końcu wszakże doszedłem do
wniosku, że wszystkie obecnie istniejące państwa, ile ich jest, są zle rządzone. Ich prawa są [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Aleksander Bek Szosa wołokołamska. Obrona Moskwy (1953)
  • 0582. Banks Leanne Jego Wysokość pan doktor
  • Don Ottavio Michelini Szatan i jego działanie
  • Trzaska Aleksander Klub Masztalskiego t.3
  • Brehier_Emile Problemy_filozoficzne_XX_wieku
  • Maciej Mazur Anegdoty dziennikarskie
  • Foster, Alan Dean Spellsinger 7 Son of Spellsinger
  • McMann Lisa Sen 01 Sen
  • Petecki Bohdan Strefy Zerowe
  • Deveraux Jude cykl Montgomery 06 Wróśźka
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • orla.opx.pl