[ Pobierz całość w formacie PDF ]

To świetny lekarz. Powinnaś go widzieć u Kelly. Był taki spokojny i opanowany. A
potem przekonał Mike'a, żeby zgodził się w końcu pojechać do szpitala, zorgani-
zował grzejniki i karetkę... - urwała, nie mogąc złapać tchu.
Kim uśmiechnęła się szeroko.
- Czyli nie jesteś zakochana, ani nic w tym rodzaju?
Zakochana? - zapytała się w myśli.
- To dopiero kilka dni. Skąd mam wiedzieć, czy to miłość? - odpowiedziała
przyjaciółce.
Kim wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Wyobraz sobie, że on idzie do ołtarza z kimś innym. Co czujesz?
Zan zastanowiła się chwilę.
- Mdłości?
- To może być miłość, lub zbyt wiele kanapek z mielonką - powiedziała z
powagą Kim. - A tak poważnie. Miałabyś ochotę rozkwasić nos pannie młodej?
64
S
R
Zan przygryzła wargę. Na samą myśl o tym, że Carlo mógłby się uśmiechać
do innej kobiety, całować i kochać się z nią, poczuła złość.
- Tak, z chęcią rozkwasiłabym jej nos. - Uniosła dłonie w geście poddania.
- Wiedziałam. I to jest właśnie miłość. Zakochałaś się, moja droga. - Kim
uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba tak. To chyba nie za dobrze, prawda?
- Czemu? On chyba też jest tobą zainteresowany.
- Znam go dopiero od czterech dni.
- Tobie to wystarczyło.
- Na pewno byłby fantastycznym ojcem - westchnęła Zan. - Co się ze mną
dzieje? Zawsze byłam ostrożna i rozsądna. A teraz chcę mieć z nim dzieci?
- Miłość nie jest rozsądna, kochanie. Kiedy się znów spotykacie?
- Wieczorem. - Zarumieniła się Zan. - Zostaje na noc, żebyśmy mogli rano
otworzyć razem prezenty. Jutro ma dyżur.
- Czyli dziś będzie ta noc. Wspólne święta to dość romantyczny pomysł.
- Jego rodzina jest we Włoszech, ja też nie mogę jechać do domu, więc
doszliśmy do wniosku, że możemy te święta spędzić razem.
Kim się zaśmiała.
- Przestań udawać, że to czysty biznes. Mnie nie oszukasz. Co planujesz?
Na szczęście nie musiała odpowiadać. Jeden z elfów zajrzał do szatni.
- Wiadomość od Zwiętego Mikołaja: renifery rozrabiają, potrzebna pomoc
elfów. Czeka na nas przy głównym wejściu.
- Renifery? - Kim i Zan wymieniły zdziwione spojrzenia, ale poszły we
wskazanym kierunku.
Zan otworzyła drzwi i zamarła. Przed szpitalem stały sanie, zaprzężone w
sześć reniferów, ozdobione delikatnymi, srebrnymi łańcuchami i malutkimi
światełkami. Carlo w stroju Zwiętego Mikołaja trzymał wodze. Na siedzeniu za nim
stał wielki wór.
65
S
R
- Pospieszcie się, drogie elfy. W tym tempie nigdy nie zdążę rozdać
prezentów.
Zan zaśmiała się z zachwytem i wskoczyła do sań obok niego.
- Nie wierzę, że znalazłeś sanie. Jak to zrobiłeś?
- Czym jest Mikołaj bez reniferów? - Schylił głowę i pocałował ją.
Kim wskoczyła obok nich.
- Hej, dzieci będą patrzeć!
- To na czym dokładnie polegają obowiązki elfa? - Głos miał ochrypły z
namiętności.
- Jesteśmy tu, by spełniać twoje pragnienia, Zwięty Mikołaju.
- Cieszę się. - Mrugnął do niej zmysłowo.
Po chwili do sań weszła jeszcze jedna pielęgniarka. Zan zauważyła
dziewczynę stojącą obok reniferów, trzymającą uzdy.
Gdy wszyscy usiedli na swoich miejscach, dziewczyna poprowadziła pierwszą
parę reniferów, a następne poszły za nimi, ciągnąc sanie przez ścieżkę pod same
drzwi szpitala. Podekscytowane dzieci stały w progu z twarzami różowymi z
radości, nie zwracając uwagi na mróz. Aóżka tych, które nie mogły wstawać,
przesunięto jak najbliżej okna.
Carlo powiedział coś do dziewczyny, która mu pomagała. Odwiązała jednego
renifera z zaprzęgu i zaprowadziła do dzieci. Poszedł za nią z workiem prezentów.
- Ho, ho, ho, dzieci - zagrzmiał, a Zan zaczęła chichotać. Był najbardziej
przekonującym Mikołajem, jakiego w życiu widziała.
Kiedy wszedł na oddział, dzieci wspinały się na niego i przytulały,
przekrzykując jedno przez drugiego, co chciałyby dostać na Gwiazdkę.
Carlo słuchał uważnie i potakiwał, a potem dał znać elfom, by rozdały
prezenty.
Kim, Zan i trzecia pielęgniarka sięgnęły do ogromnego worka i zaczęły
wyjmować paczki owinięte w niebieski i różowy papier. Zan była zachwycona, że
66
S
R
Carlo przyprowadził prawdziwe renifery. Gdy poprosiła, by był Mikołajem, nie
sądziła, że aż tak wczuje się w rolę. Dzieci były rozpromienione. Siedziały na
podłodze i z radością otwierały podarunki. Uroczysty i podniosły nastrój sprawił, że
do oczu Zan napłynęły łzy. Z czułością patrzyła, jak Carlo przytula małą
dziewczynkę z nogą w gipsie, i coś jej szepce na ucho. Podeszła do niego.
- Jak dziecko Kelly?
- Nie miałem kiedy sprawdzić. - Spojrzał na nią pytająco. - Idziemy?
- W tych strojach? - Zan zerknęła na siebie z powątpiewaniem.
- Czemu nie? W końcu jest Wigilia.
Wsiedli do windy i pojechali na oddział dziecięcy. Pracownicy powitali ich z
radością.
- Jak mały Turner? - Carlo podszedł do inkubatora i spojrzał na dziecko
podłączone do rurek i monitorów.
- Całkiem dobrze. - Lekarka opiekująca się chłopcem spojrzała na wyświetlacz
i zmieniła ustawienie pokrętła. - Gazometria spadła i musieliśmy go w nocy
wentylować, ale już się wszystko ustabilizowało.
Kiedy Carlo rozmawiał z lekarką, Zan zauważyła Kelly i Mike'a, krążących
przy drzwiach. Podeszła do nich.
- Cześć. Jak się macie?
- Dobrze. - Kelly była blada i wychudzona. Patrzyła z czułością na dziecko. -
Karmią go przez rurkę, a ja tak chciałam karmić go piersią.
- Nadal możesz - zapewniła Zan, biorąc ją za rękę i prowadząc w stronę
inkubatora. - Rozmawiałaś o tym z pielęgniarkami?
Kelly pokręciła głową.
- Mają bardzo dużo pracy.
- Nie aż tyle, by nie mogły ci pomóc - powiedziała Zan. - Musisz ściągnąć
pokarm, a potem podadzą go dziecku przez rurkę. - Może teraz go nakarmisz? -
Wiedziała, że Kelly nie czuje się dobrze na oddziale pełnym obcych ludzi. - Pomogę
67
S
R
ci. Pójdziemy do pokoju obok, tam będziesz miała spokój. - Zan spojrzała na swój
strój i zrobiła smutną minę. - Zapomniałam, że jestem elfem.
- Pożyczę ci fartuch - zaproponowała pielęgniarka, która przechodziła obok i
usłyszała wymianę zdań.
Zan zerknęła na Carla, który właśnie skończył rozmowę z lekarką.
- Nie masz nic przeciwko? - zapytała.
- Pewnie, że nie. - Uśmiechnął się. - Zawołaj mnie, gdy będziesz gotowa do
wyjścia.
Zan zarumieniła się lekko.
- Dobrze, Kelly, chodz ze mną, przedstawię cię Daisy - powiedziała, po czym
poszły korytarzem w stronę małego pokoju.
- Kto to jest Daisy? - zapytała Kelly.
Zan zaśmiała się i wskazała dłonią maszynę stojącą na stole.
- Poznaj krowę Daisy. Nazywam tak urządzenie do ściągania mleka. Pokażę
ci, co trzeba robić.
Kilka kropli pokarmu wpłynęło do butelki. Kelly spojrzała nerwowo na Zan.
- Nie za wiele.
- Za kilka dni będziesz miała więcej mleka. To, co masz teraz, nazywamy
siarą. Jest jej mało, ale jest bardzo kaloryczna i zawiera dużo przeciwciał. - Zan
zawahała się. - Miałaś anemię, Kelly, i ważysz zbyt mało. Być może nie będziesz
miała dużo mleka. Wtedy będziemy musieli dokarmiać małego.
W oczach Kelly pojawiły się łzy.
- Rozumiem.
- Teraz najważniejsze, żebyś dobrze się odżywiała, potrzebujesz dużo białka -
powiedziała Zan.
Kelly spojrzała na nią. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Caine Rachel Wampiry z Morganville 10 Bite Club [nieof]
  • Leigh Lora Twelve Quickies of Christmas 04 Sarah's Seduction
  • Westbury Sarah Romans [Phantom Press] 23 Rozbitkowie
  • Caine Rachel Wampiry z Morganville 08 Pocałunek Śmierci
  • Caine Rachel Wampiry z Morganville 05 pan zlych rzadow
  • Chase, Sarah Leigh Zurueck in den Armen des Griechen
  • Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu EWANGELIA WEDŁUG ŚWIʘTEGO JANA
  • 2008 73. Świąteczna noc 3. Stephens Susan Tureckie zaloty
  • M007. O'Neill Margaret Świąteczny dyĹźur
  • 027. Morgan Sarah Urodzony zdobywca
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jasekupa.opx.pl