[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Jasne, umówimy się na jakiś lunch.
Niepotrzebnie jest z siebie taka zadowolona, skrzywił się
w duchu Marc. Julie też się mocno rozczaruje, jeśli sądzi, że
skoro razem wychodzą, to to coś znaczy.
- Rennie, wpaść do ciebie dziś wieczorem, czy ustalimy
inny dzień? - Podszedł bliżej Rennie i pochylił się lekko.
Zrobił to celowo. Czasem gest bywa bardziej wymowny niż
słowa.
- Dzisiaj? - Popatrzyła na niego ze zdumieniem.
- Koło ósmej. - Musnął jej usta, wyprostował się. - Wyj
dziemy razem, Julie, ale nie potrzebuję taksówki. Biuro mam
kilka kroków stąd i chętnie się przejdę.
Usiadł wygodnie w fotelu, przerzuciwszy przedtem mary
narkę przez oparcie. Jeszcze raz popatrzył na leżące przed nim
dokumenty, ale nie mógł się skoncentrować. Czekał. Znając
Rennie, domyślał się, że nie puści mu płazem tego, jak się
zachował. Ciekawe, kiedy zadzwoni i zmyje mu głowę?
Drzwi otworzyły się z hukiem, uderzyły o ścianę. Marc pod
niósł wzrok znad papierów. Prawie się uśmiechnął. A więc te
lefonu nie będzie.
- Nie może pani... - Rachel daremnie próbowała powstrzy
mać rozgorączkowaną dziewczynę.
Rennie zupełnie nie zwracała na nią uwagi. Jak burza wpadła
do środka, rzuciła torebkę na fotel, oparła ręce na biodrach i
z furią popatrzyła na Marka.
Odsunął papiery, skinął do sekretarki.
- W porządku, Rachel. Zaraz to załatwię.
Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, Rennie wybuchnęła:
- Co zaraz załatwisz? Myślałam, że naprawdę chodzi ci
o znalezienie żony! Wychodziłam ze skóry, by wynalezć ideał,
8 6
który spełni twoje wymagania. A ty za każdym razem, gdy cię
z kimś poznaję, zachowujesz się jak idiota i sugerujesz, że mię
dzy nami coś jest! - Rąbnęła pięścią w blat biurka.
Z pewnością musiała poczuć ból, ponieważ biurko jest bar
dzo solidne.
- Ustaliliśmy, że wpadasz na nas przypadkowo. Zamiast
tego anonsuje cię kierownik sali i jeszcze oświadcza, że jeste
śmy umówieni! Pomyślałeś przez chwilę, w jakiej sytuacji mnie
stawiasz? Całe szczęście, że Julie wyszła z tobą i uniknęłam jej
pytań!
Umilkła, zaczerpnęła powietrza.
- Ale to jeszcze nie wszystko - odezwała się gwałtownie,
nim zdążył otworzyć usta. - Jak mogłeś publicznie mnie poca
łować! Czy ty masz pojęcie, jak Julie to odebrała? I nie ona
jedna. Dwa stoliki dalej siedział Steve Crawley, dobry przyjaciel
Theo. Już sobie wyobrażam, co mu naopowiada! A Theo nie
poprzestanie na wzmiance, że byłam na lunchu z mężczyzną,
wyciągnie od niego szczegóły. I przypomni sobie, że byliśmy
razem u Patty. Cała rodzina będzie przekonana, że coś nas łączy,
a oni nic o tym nie wiedzą!
Odwróciła się i podeszła do okna. Marc nie odrywał od niej
oczu. Czy rzeczywiście jest taka wściekła, czy może jest jeszcze
inny powód tego wzburzenia? Po chwili milczenia Rennie wró
ciła do biurka.
- Nie masz mi nic do powiedzenia?
Wzruszył ramionami.
- O czym tu mówić? Nie szukam takiej kobiety jak Julie.
Rennie wzniosła oczy do nieba, opadła na krzesło.
- To trzeba było zachować się normalnie. Ale nie, musiałeś
specjalnie przy niej oznajmiać, że wpadniesz do mnie wieczorem.
Założę się, że Steve też to słyszał. Wspaniale. Teraz mama zacznie
mnie cisnąć, dlaczego nic jej o tobie nie powiedziałam. Będzie jej
87
przykro, że mam przed nią tajemnice, a przecież nie mam po
wodu, żeby wspominać o tobie, bo nic nas nie łączy. Nie chcę
im mówić, że mam problemy z firmą, zaraz zaczną wciskać mi
pieniądze. A ja chciałam sama do czegoś dojść. Cholera!
Marc popatrzył na nią uważnie. Czy mu się wydaje, że dziś
Rennie jest jakaś niższa? Uniósł się lekko, zerknął na jej nogi.
No tak, powinien się tego domyślić. Pantofle leżały obok.
- Co ci się nie podoba w Julie? Jest ładna, wykształcona, uwiel
bia dzieci. Wymarzona partnerka. W sam raz dla ciebie.
Oparł się wygodniej i patrzył, jak dziewczyna krąży po ga
binecie. Miała pociemniałe z gniewu oczy, zaróżowione policz
ki. Ciekawe, czy przez to jej skóra jest cieplejsza, przebiegło
mu przez myśl. Może by się uspokoiła, gdyby ją teraz pocało
wał? Raczej mało prawdopodobne.
- Owszem, jest ładna, ale dla mnie trochę za niska. Chyba to
przyznasz? - zapytał niewinnie, nie przestając jej obserwować.
- Za niska? Przecież Julie jest niewiele niższa ode mnie. Ja
też jestem za niska? Nawet słowem nie wspomniałeś na temat
wzrostu. Miała być szykowna i z dobrej rodziny. Ale nic nie
mówiłeś o wzroście. Ani razu, pamiętałabym.
Rennie jest odpowiedniego wzrostu, skonstatował w duchu.
Sięga mu do ramienia. Musi się nieco pochylić, by ją pocałować,
ale jest w sam raz, gdy trzyma ją w objęciach.
- Wzrost ma pewne znaczenie. Jak będę ją całował? Chyba
nie chcesz, żebym przez całe życie cierpiał na ból krzyża?
Zmarszczyła brwi, jakby ją coś zastanowiło. Odwróciła
wzrok.
- To o to chodzi? Obawiasz się bólu krzyża?
- Nie. O sposób, w jaki zachwycała się sobą. Chyba też to
zauważyłaś? Jaka jest wspaniała, że tak się poświęca. W każdej
historii to ona grała główną rolę. Gdyby nie ona, szpital już
dawno przestałby funkcjonować - dokończył cierpko.
88
Rennie zapatrzyła się w widok za oknem.
- Z tym się zgadzam. Rzeczywiście, zawsze musi być naj
ważniejsza. Ale kocha dzieci, rodzina jest dla niej podstawą.
Myślałam, że o to ci chodzi.
- Opowiadała o tej rodzinie z takim przejęciem, że jeszcze
chwila, a chybabym zwariował. Czy ona w ogóle nie potrafi
samodzielnie myśleć?
Rennie zerknęła na niego z ukosa.
- Wydawało mi się, że mężczyzni to właśnie lubią. %7łe do
brze im robi, gdy kobieta z powagą i czcią powtarza ich myśli.
- Jeśli zamierzasz związać się z kimś na całe życie, to szu
kasz kogoś, kto ma własne zdanie, a nie powtarza wszystko jak
papuga. I jeszcze coś. Ta dziewczyna gada jak nakręcona.
Rennie uśmiechnęła się. Miał wrażenie, że promień słońca
wpadł do środka i rozjaśnił surowe wnętrze. Podniósł się i wol
no podszedł do niej.
- Trochę ją ponosi. Ale może to tylko nerwy. Przy tobie
każdy jest onieśmielony - powiedziała.
- Nie zauważyłem, żebyś była onieśmielona.
- Jesteś przyjacielem Keitha, niemal rodziną.
- Tylko przypadkiem nie zacznij teraz wymieniać wszy
stkich kuzynów z osobna i cytować ich wypowiedzi - ostrzegł.
Rennie wybuchnęła śmiechem.
- Nie zmieniaj tematu, Marc. Nadal jestem na ciebie
wściekła.
- Dlaczego?
- Przede wszystkim nie dałeś Julie żadnej szansy, a myślę, że
ona jest dla ciebie wymarzona. Będzie dobrą żoną, na pewno nie
będzie chciała pracować. Uwielbia być wolontariuszką. Gdy poja
wią się dzieci, to będzie dodatkowym plusem.
- Odstręcza mnie sposób, w jaki o tym mówi. Też pracuję
społecznie, ale nie rozpowiadam o tym na prawo i lewo.
89
- Pracujesz społecznie? Gdzie? - Popatrzyła na niego zain
trygowana.
Spochmurniał. Niepotrzebnie się z tym wyrwał. Zaledwie parę
osób wiedziało o jego pracy w ośrodku, nie potrzebował aplauzu.
- Marc, powiedz mi. - Wyciągnęła rękę i dotknęła jego ra
mienia.
Przez materiał koszuli czuł ciepło jej dłoni. Powoli przeniósł na
nią wzrok. Czekała cierpliwie, ale oczy płonęły jej z ciekawości.
- Rozmawiamy teraz o Julie, a nie o moich osobistych spra
wach - odrzekł chłodno.
- Zaraz do niej wrócimy. Ale najpierw opowiedz mi o sobie.
Pomagasz starszym ludziom czy dzieciom? A może chorym?
Wiesz, aż trudno mi w to uwierzyć. Większość mężczyzn z two
ją pozycją twierdzi, że nie ma czasu, by regularnie świadczyć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl
  • Strona Główna
  • Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 36 Ucieczka od miłości
  • 0135.Boswell Barbara Novak Sisters 02 Od pierwszego wejrzenia
  • Hannay Barbara Romans Duo 1057 Nauczycielka tańca
  • Cartland_Barbara_ _Milosc_silniejsza_niz_szatan
  • Cartland Barbara Poskromienie lady Lorindy
  • 270. Hart Barbara Lek na nieufność
  • Cartland Barbara Drzewo miłości
  • Boswell Barbara Dobrana paczka
  • Krzyszton Barbara Karolino, nie przeszkadzaj
  • 242. Hewitt Kate Lato na wyspie
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • bless.xlx.pl